sobota, 11 lutego 2017

Śnieżnik od świtu do zmierzchu - 21.01.2017

W górach zapowiada się rewelacyjny widokowo weekend. Początkowo mieliśmy w planach wspólnie z znajomym Robertem wypad w Karkonosze,ale w czwartek wieczorem Robert daje mi znać,że znajomy Artur chce się wybrać z piątku na sobotę wspólnie ze swoim wujkiem na Śnieżnik. Nie pozostaje nam nic innego,jak zmienić plany ;)

Umawiamy się z Arturem,że zgarnie mnie po 23 spod marketu "Agata meble" na Bielanach Wrocławskich. Na Bielany dowozi mnie tato przed 23,szybko się przepakowuję i oczekuję już na Artura. Zostaję zgarnięty o 23:15 i jedziemy w kierunku Nysy,ponieważ tam ma czekać na nas Robert.

Do Nysy docieramy około 1 w nocy,zgarniamy Roberta i jedziemy już w kierunku Kłodzka,następnie na Lądek Zdrój i Stronie Śląskie. Na parking w Kletnie docieramy o 2 w nocy. Szybkie przeorganizowanie i ruszamy na szlak żółty.


Staramy się robić po drodze jak najmniej postojów. Jak na razie niebo zasnute jest chmurami. Na szlaku sporo śniegu.




Dopiero w okolicach schroniska na hali pod Śnieżnikiem robimy dłuższą sesję foto,ponieważ zza chmur pokazuje się księżyc. Przy samym schronisku wypogadza się zupełnie i mamy nad głowami rozgwieżdżone niebo. Ze szczytu będą fajne widoki,oj będą ! ;) 






Jednak czas pomału zaczyna nas gonić. Gdzieś tak w połowie podejścia na szczyt robimy jeszcze sesję z wełną stalową. 


Potem każdy idzie już swoim tempem. Powoli zaczyna świtać. Inwersja opada coraz niżej. 






Na szczycie jest zupełnie bezwietrznie,temperatura niewiele poniżej zera,a więc bardzo przyjemnie. Wszędzie wokół jest morze chmur. Jak na razie pułap chmur jednak zbyt wysoki,by zobaczyć Śnieżnik Wiedeński i Karpaty,więc skupiamy się na fotografowaniu tego co bliskie,czyli Jesioników ;) 








Po drugiej stronie ładnie widoczny cień ziemi co zwiastuje,że zaraz wzejdzie słońce. 








No i wschodzi słońce :)








Po drugiej stronie ładnie widoczne widmo brockenu i to w dość dużej odległości.


Inwersja coraz niżej i znad chmur wyłania się Czarna Góra,a następnie Żmijowiec.




Focimy jeszcze Jesioniki ;) 






Ostatnie fotki w kierunku Karkonoszy. 


Zaczynamy zejście do schroniska na śniadanie. Na szczyt jeszcze wejdziemy dziś na zachód słońca ;)

Sceneria bajkowa i robimy ciągle zdjęcia :)






Z okolic schroniska ciekawie wygląda Śnieżka. Co zdjęcie to zmienia swój kształt ;) 




W schronisku siedzimy dwie godziny,ale trzeba zrobić dziś jeszcze jakąś trasę. Chcemy dotrzeć na Mały Śnieżnik,a następnie wrócić na Śnieżnik na zachód słońca. 

Śniegu na szlaku sporo i jest bardzo rozmiękły,co powoduje,że tylko człowiek postawi nogę nie tam gdzie trzeba i zapada się po pas. Jednak zachodzi obawa,że możemy nie zdążyć wrócić na zachód słońca i koniec końców decydujemy o odwrocie tuż przed ostatnim podejściem. 
Kilka zdjęć ze szlaku na Mały Śnieżnik.






Wracamy na Śnieżnik. Jednak w ciągu dnia śnieg na drzewach sporo się wytopił. Na granicznym odcinku szlaku sporo turystów zarówno na nartach jak i pieszych. O zachodzie słońca będą tłumy,oj będą ! ;) 




Na szczycie w dalszym ciągu ciepło i bezwietrznie. Także i tłum na szczycie większy niż o poranku i ciągle dochodzi ktoś nowy. My rozkładamy sprzęty dokładnie w tym samym miejscu co rano,tu chociaż nikt nam nie przeszkadza,i mamy taki sam widok jak z samego szczytu. 
W kierunku Karkonoszy chmury zanikły. 


Ładnie się prezentują Jesioniki. Wykonujemy mnóstwo zdjęć.






Następnie chwila na relaks i posiłek.

Zbliża się zachód słońca. Rozpoczynamy długą sesję foto.






Hmmm,po zachodzie słońca pokazała się Velka Javorina w Białych Karpatach odległa o 160 km, a w zasadzie to jej miraż ;) 


Jednak najlepsze warunki panują w kierunku zachodnim. W tamtym kierunku jest tzw przysłowiowa "żyleta" :) 


Na szczycie siedzimy jeszcze jakieś półtora godziny po zachodzie słońca. Wszyscy mamy nadzieję,że przy dłuższym czasie naświetlania jeszcze coś zarejestrujemy. 

Kilka ujęć przy dłuższym czasie naświetlania.




Trochę się zasiedzieliśmy na szczycie,więc w schronisku nie siedzimy zbyt długo,byle tylko szybko zjeść coś ciepłego. Zejście do Kletna gdzie mamy zaparkowany samochód zajmuje nam równą godzinę.

Podsumowując warunki niezwykle dopisały,może nie takie dalekoobserwacyjne,ale krajobrazowo klasa ! Oby częściej trafiała się taka pogoda :)

Pokonany dystans około 25 km.

Dziękuję za uwagę,Pozdrawiam ! 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz